Freeride - moje życie

Data: 20 maja 2008.
Dział: Sport.

A oto nie za długa historia na temat co downhill a więc kolarstwo grawitacyjne, określają to różnie, może nam zaoferować.
Na tą chwilę każdy rowerzysta czeka jak małe dziecko na pierwszą gwiazdkę w wigilię.
A przynajmniej ci którzy nie lubią paćkać się w błocie. Chwila gdy trzeba w końcu zabrać rower z zimowego letargu. Sezon. Rowerowy sezon. Jak wszystko obok nas robi się kolorowe, a słońce nieźle przypieka.
Ja i reszta paczki również czekaliśmy na tą chwilę całą brrr mroźną zimę. Wyciągnęliśmy swoje rowery i popędziliśmy w miejscowe lasy sprawdzić czy nic w naszych rowerkach nie zardzewiało. W końcu czekała nas niezła wyprawa.
Tegoroczny target - Sudety. Dlaczego?. Ano dlatego, że góry to miejsce, w którym rower górski czuje się najlepiej. Szklarska Poręba, Karpacz to nieliczne miejsca, które chcieliśmy odwiedzić, żeby poczuć czym jest prawdziwy freeride.
Wstaliśmy skoro świt. Spakowaliśmy swoje maszyny do szalonych ewolucji na budę nienajnowszego już fiata. Hehehe, jeden z kumpli załatwił trucka, podrasowanego trucka. Wypas maszyna. Od teraz miała zacząć się nasza świeżutka przygoda z kolarstwem ekstremalnym…

Komentarze.